Filed under: Biegi

Debiut maratoński – jak to było

Październik 21st, 2011


Przede wszystkim, to mam jakiegoś pecha. Przed pół maratonem byłem dwa tygodnie chory i nie trenowałem, więc forma była wielką niewiadomą. Tym razem przydarzyła mi się mała kontuzja i musiałem przerwać trening na miesiąc przed startem.

Kontuzja przydarzyła się w sposób banalny. Jak co tydzień, w czwartek ćwiczyłem siłę biegową. Praktykuję dwa warianty tego ćwiczenia – skipy i wieloskoki. Szczerze mówiąc wieloskoki mi bardziej leżą, bo mniej głupio wyglądają (i tak się ludzie na wsi na mnie patrzą jak na wariata ;) ). No i właśnie po takiej serii zaczęła mnie boleć łydka. To był dla mnie sygnał, że muszę zrobić przerwę, bo w ogóle nie wystartuję, miałem jednak świadomość, że forma spada ;(

No ale nie ma co biadolić, podobnie jak przed półmaratonem, zweryfikowałem swoje plany. Wiedziałem, że bez optymalnej formy nie pobiegnę tego dystansu w 4 godziny. Założyłem więc, że biegnę na tętno. Pierwszy raz można sobie pozwolić na słabszy wynik, aby dobiec.

Zjadłem więc 3 godziny przed startem porządne śniadanie, zapakowałem wszystkie potrzebne akcesoria, łącznie z żelem izotonicznym i napojami i godzinę przed startem byłem w parku Agrykola.
Obejrzałem miasteczko biegowe, ustaliłem z moją żoną, która dzielnie mi towarzyszyła gdzie się spotkamy po biegu i rozpocząłem rozgrzewkę.

Przed startem

Przede wszystkim byłem sporo mniej podekscytowany niż przed półmaratonem. No może nie mniej podekscytowany, ale jakiś spokojniejszy. Dzięki temu mogłem się trochę rozejrzeć i nacieszyć różnorodnością ludzi, którzy stanęli na starcie, którzy mieli tutaj jeden wspólny cel – dobiec do mety (niektórzy jeszcze zakładali jakiś czas ;) ). Atmosfera i klimat wspaniały. Furorę oczywiście zrobili Spartanie i (co jest mniej zauważane, a niesłusznie) Spartanki. Ich bieg był tym bardziej bohaterski, że wyznaczyli sobie cel charytatywny . Gratuluję! Ja sobie nie wyobrażam biegu w takim stroju ;)

Sławni ludzie

Są ludzie, o których słyszałem w kontekście szeroko pojętej dyscypliny maratońskiej.

Pierwszym takim człowiekiem był pan Robert Korzeniowski, który idąc dogonił mnie gdzieś na 5 kilometrze. Śmignął obok – idąc ;). Wszedł pomiędzy dwóch biegających żołnierzy (było takich dwóch śmiałków, ale chyba biegli tylko bieg olimpijski, biegli w mundurach i w fajnych żołnierskich butach), szedł miedzy nimi jakąś chwilę, musząc sporo zwolnić, po czym się pożegnał i zniknął gdzieś z przodu.
Druga osobą, o której słyszałem to bezdomny maratończyk, z którym wywiad możecie zobaczyć poniżej. Pan Piotr daje radę i wierzę, że da radę również poza trasami biegowymi.


10. kilometr

Pierwsza dziesiątka poszła sprawnie i byłem na razie dobrej myśli. Tętno w normie, nogi nie bolały, choć robiło się coraz cieplej i coraz ciężej sie oddychało. Na zdjęciu jak widać, jeszcze jestem uśmiechnięty ;)

Między czas: 01:10:11.

Minąłem zwycięzcę

Jest w tym nagłówku oczywiście mała manipulacja pana Kibeta minąłem gdy ja byłem mniej więcej na 15 km, a on biegł w przeciwnym kierunku i był mniej więcej na kilometrze 38. Miło było popatrzeć jak biegnie czołówka. Ta lekkość ruchu, ta siła odbicia, te “kroki” długości 3m :) poezja.

Dla wyjaśnienia załączam mapkę, możecie na niej zobaczyć, dlaczego mieliśmy okazję się spotkać.

Walka

Na półmetku biegłem w miarę równo i wszystko było ok (międzyczas 02:31:25). I tak było w sumie aż do 30 km gdzie międzyczas wynosił 03:42:02. Oczywiście nie są to wyniki olśniewające, ale wtedy czułem się dobrze i tylko to się liczyło.

Schody zaczęły się mniej więcej na 32 km. Przekonałem się jak działa słynna ściana. Niby wszystko jest w porządku, aż nagle tętno zaczyna stopniowo, ale dosyć szybko rosnąć z każdą setką metrów, aż w końcu przychodzi taki czas, że mięśnie nóg są tak zakwaszone, że niemal nie da się na nich ustać.

Ech naczytałem się ja o tym i to mnie trochę uratowało. Wiedziałem, że nie mogę się zatrzymać, więc brnąłem dalej pomimo bólu. Słońce prażyło, a cienia na zmienionej trasie prawie nie było, co potęgowało zmęczenie. Na punktach z wodą odkryłem jej drugą, obok gaszenia pragnienia zbawienną funkcję, można było się nią obmyć i odświeżyć. Na 36 km miałem straszny dół. Na prawdę nie dałem rady już nic, ale powtarzałem sobie, że to przecież już 36 km i jeszcze tylko 6,195 ;)

Każdy z tych kilometrów był masakryczny, ból w nogach niewyobrażalny.

Na szczęście czas leciał, a wraz z nim dystans. W momencie, gdy zobaczyłem 4 z przodu przybyło mi sił, było mi dużo lepiej i przede wszystkim nie miałem już wątpliwości, że dobiegnę, bo choć nogi bolały, to nie łapały mnie skurcze, co dawało nadzieję. Zobaczcie jednak moją minę z 41. km i porównajcie z tą z 10 ;)

Na 42. pierwszym kilometrze czekała na mnie również wspaniała niespodzianka. Wraz z moją kochaną, zniecierpliwioną żoną czekał na mnie Adil, Elwirka i dwójka ich dzieci, krzycząc: Grzesiek, Grzesiek !!! Grzesiek !!!

Dziękuję Wam, to było wspaniałe!

Na koniec chcę Wam jedno napisać. BYŁO WARTO! Wspaniałe przeżycie i z pewnością nie jest to mój ostatni maraton. Od listopada zaczynam nowy cykl treningowy, bo w przyszłym roku mogę już pobić życiówkę, bo ją już mam ;) (5.25.28 brutto, 5.23.01 netto).

Jak ktoś chce zobaczyć mój samotny finisz, to w filmie poniżej.

Tags: , , , ,
Posted in Autorzy, Biegi | 1 komentarz »

33. maraton warszawski zaliczony!

Wrzesień 25th, 2011


Było bardzo ciężko w tym moim debiucie, ale się udało. Teraz odpoczynek, a potem analiza, wnioski i w przyszłym roku trzeba pobiec jakiś konkretny czas.
Na razie się nie będę rozpisywał, bo jestem szalenie zmęczony i czuje się jakbym był chory, ale wkrótce opowiem na blogu jak było, co się okazało słabością, a co siłą i jakie wnioski na przyszłość wyciągnąłem.

Tags: , , , ,
Posted in Autorzy, Biegi | 1 komentarz »

Nie, nie, nie! Z niczego nie zrezygnowałem!

Sierpień 12th, 2011


Dzisiaj będzie zajawka czegoś bardzo wartościowego i wyjątkowego, więc zachęcam do przeczytania i śledzenia najbliższych wpisów na blogu.

Co prawda mam zaległości w pisaniu o moim bieganiu, ale to wcale nie znaczy, że zaprzestałem swoich zamiarów. Wręcz przeciwnie, właśnie zarejestrowałem się na pierwszy w moim życiu maraton. Nie jakiś półmaraton, cały piękny i wyzywający dystans 42 km 195 m jest przede mną. Czekam na przydział numeru startowego i niedługo zdradzę pewne bardzo tajemnicze, ale fascynujące szczegóły mojego startu!

Tymczasem chciałbym Ci przybliżyć bardzo fajną jednostkę treningową, która diametralnie zmieniła moje treningi. Szczerze mówiąc biegając kilka razy w tygodniu rozbiegania po kilkanaście kilometrów, z czasem staje się nieco nudne. Nie męczy, nie zaskakuje, po prostu biegniesz i podziwiasz przyrodę. Trzeba się wtedy pilnować, aby się nie znudzić. Z resztą dotyczy to nie tylko biegania, ale również każdej “dyscypliny” (np. pisania na blogu), nad którą trzeba wytrwale i długo pracować, aby dosięgnąć celu.

Ćwiczenie, o którym mowa, nazywa się biegiem ciągłym.

Bieg ciągły polega na tym, że biegnie sie ze stałą, z góry określoną prędkością wyznaczony odcinek, z tygodnia na tydzień coraz dłuższy. W moim planie treningowym zaczynałem z sześciokilometrowym odcinkiem z prędkością 5:45 na kilometr.

Musisz mi wierzyć, że choć dystans teoretycznie jest krótki, zmiana krosu aktywnego na bieg ciągły, który jest oznaczony w moim planie treningowym jako WB2 (5.45, 6km), była dla mnie lekką rewolucją.

Trzeba również zaznaczyć, że wspomniany dystans nie oznacza tak krótkiego biegu, łącznie podczas tego ćwiczenia (początkowo) przebiegałem około 11km. A jak to dokładnie wygląda? Czytaj dalej!

Zanim jednak oddam głos Autorytetowi, chciałbym Cię uczulić na to, że niedługo ogłoszę na prawdę ważną rzecz, w której będziesz mógł/mogła uczestniczyć osobiście. Powiem więcej nie uczestniczyć w tym byłoby wielką stratą. Zachęcam więc, aby zaglądać na blog w najbliższym czasie, a najlepiej zapisać się za pomocą RSS i być na bieżąco. Nie minie zbyt wiele czasu zanim ogłoszę całą sprawę.

Możesz również kliknąć “lubię to” na dole artykułu i skomentować na facebooku, aby Twoi znajomi również mieli szansę na coś wyjątkowego!

Oddaję głos fachowcowi, panu Jerzemu Skarżyńskiemu (książka pt. Maraton). W komentarzu jest również mowa o SB, którą to jednostkę treningową opiszę wkrótce.

WB2 6km (5:45/km)
Realizacja: Po typowej rozgrzewce, 6 km biegu ciągłego równym tempem z podaną prędkością. Po zakończeniu odpoczynek 4-5 minut, a potem 2 km schładzającego truchtu.
Komentarz: Aby pokonać granicę 4h w maratonie trzeba na treningach realizować biegi ciągłe, z SB na dzień lub dwa przed nimi. Zapewniam, że po kilku tygodniach wprawek opanujesz umiejętność biegu ze stałą prędkością. Kontrola tętna jest tu niezbędna, by nie wejść w strefę III intensywności.
Jeśli początkowo nie uda Ci się utrzymać zalecanej prędkości biegu – nie zrażaj się. Nie staraj się na siłę jej utrzymywać. Jeśli nie wyrabiasz się na całym dystansie z podaną prędkością, biegnij 5-10s wolniej. Może po kilku tygodniach uda Ci się dogonić zalecane prędkości. Jeśli nie – nastaw się na wynik raczej gorszy niż 4 godziny. Może za rok ta bariera będzie w Twoim zasięgu.

Tags: , , ,
Posted in Biegi | Brak komentarzy »

Trudno odbudować formę

Kwiecień 29th, 2011


Po chorobie i półmaratonie postanowiłem wrócić do regularnych treningów. Okazało się to być dość trudne, bo nie wiadomo do jakiego punktu wrócić.
Okazało się być również trudnym regularne opisywanie moich poczynań, ale obiecuje poprawę.

Do treningów na szczęście wróciłem i o ile nie przytrafi się znowu jakaś tragedia, to do jesieni sie wyrobię z całym planem, bo już jestem w rytmie starego planu treningowego, choć kilka tygodni wcześniej.

Plan pozostaje bez zmian – jesienią maraton.

Tags: , , , ,
Posted in Autorzy, Biegi | Brak komentarzy »

Pierwszy (szósty) Półmaraton Warszawski – zaliczony

Marzec 27th, 2011


Przed startem
Trochę obaw było, nie powiem. Od trzech tygodni prawie nie biegałem, a że było to z powodu choroby, to organizm był osłabiony.
Założyłem więc, że będę biegł na tętno, nie na czas. Przyjąłem, że będę się kręcił gdzieś w okolicach górnej granicy 2 zakresu i jak na 18 km zostanie zapas sił, to przyspieszę.
Pojechałem dzielnie w piątek do “misia naszych czasów”, czyli do Centrum Olimpijskiego i odebrałem graty. Można je zobaczyć na zdjęciu razem z innymi akcesoriami, które przygotowałem.

Początki
Zawody jednak są tym cenniejsze, że zbierają doświadczenia w prawdziwych startach. Już jak stałem na starcie, tętno miałem 129 i zaznaczę, że nie jest to moje tętno spoczynkowe ;). Wspomniana granica 2 zakresu, to jakieś 146 uderzeń na minutę. Ja jednak niemalże od pierwszych chwil miałem duże trudności z utrzymaniem się poniżej 150 uderzeń na minutę, a po pierwszych dwóch kilometrach uznałem, że biegnie mi się dobrze, choć nie za szybko i teraz moim tętnem odniesienia będzie właśnie 150 uderzeń.
Muszę przyznać, że bardzo trudno jest utrzymać dyscyplinę i pohamować swoje ambicje. Przez pierwsze 5 km nic innego nie robiłem, tylko się wkurzałem, że wszyscy mnie wyprzedzają. Zniosłem to jednak jakoś i powtarzałem sobie w duchu, że się jeszcze z tymi wszystkimi “sprinterami” prawdopodobnie zobaczę.

Punkty z wodopojem
Generalnie mniej więcej co 5 km były ustawione punkty z wodą i izotonikiem. Zaplanowałem sobie, że pierwsze 10 km biegnę na wodzie, a potem przyda się trochę węglowodanów. Jakież było moje zdziwienie gdy na 10 kilometrze wziąłem izotonik. Zaczęło mi się “kleić” w ustach i utrudniało to znacznie oddychanie przez następne 10 minut. Miałem jednak kolejne 5 km, aby wymyślić rozwiązanie tego problemu. Wymyśliłem, że w następnym punkcie biorę i wodę i izotonik. Najpierw się zaklejam izotonikiem, a potem “przepłukuję” wodą. Zadziałało i mogę polecić tę metodę.

Pierwsze zmęczenie
Przed startem bałem się najbardziej o moje płuca i serce. Zakładałem, że to te części mojego ciała najbardziej ucierpiały przez prawie trzytygodniową przerwę. Nogi to jednak masa mięśniowa i pewnie tak szybko nie zapomina o wyzwaniach jakie się przed nią stawia.
Objawem pierwszego zmęczenia, które przyszło około 15 km, był jednak ból nóg ;). Oczywiście mógł być spowodowany niedostarczaniem odpowiedniej ilości tlenu przez serce i płuca, ale tego nie wiem na pewno. Wiem, że od tej chwili ból się już ze mną nie rozstawał. To nie była jedyna niespodzianka jaką mi zgotował mój organizm, ale o tym za chwilę.

Plan przyśpieszenia
Jak pisałem na początku postanowiłem przyspieszyć od 18 km. Widziałem jednak (sprawdziłem to wcześniej), że mniej więcej w tym miejscu jest ulica Sanguszki. Ulica ta mogła spowodować, że zwolnię w tym miejscu zamiast przyspieszyć, bo jest tam silny podbieg. Stwierdziłem więc, że postaram się tam chociaż nie zwolnić, a na końcu podbiegu szpula !
Oj jak ja chwaliłem swoją cierpliwość i samozaparcie z początku biegu i to, że zachowałem tyle sił na ten podbieg. Nie był w sumie taki straszny, jednak na 18 kilometrze wszystko było jakby straszniejsze. Nie mniej jednak rezerwa sił pozwoliła mi na godne stawienie czoła ulicy Sanguszki. Pogłębiłem nieco oddech i jazda.
Zacząłem tam spotykać “starych znajomych” tych, którzy byli źródłem frustracji z początku biegu. Minąłem wielu ludzi na tym podbiegu.
Gdy podbieg się skończył, niesiony i zmotywowany poprawieniem swojej pozycji przyśpieszyłem. I w sumie przyśpieszałem już chyba do końca.

Długi finisz
Od Sanguszki już nie zwolniłem. Przynajmniej tętna, bo z szybkością walczyłem cały czas. W każdym razie mijałem ludzi jak tyczki i to mnie niosło pomimo słabszych chwil. Sprawdziły się słowa doświadczonych biegaczy, którzy twierdzą, że kto na początku biegnie za szybko ma problemy później. Ja nie miałem ;)
No, może nie do końca. Miałem, ale zaczęły się na kilometr przed metą, kiedy to moje tętno osiągnęło historyczną wartość 196 uderzeń na minutę.
I tym oto sposobem mój organizm zaskoczył mnie po raz kolejny, poprzednio myślałem, że moje maksymalne tętno to 186 uderzeń na minutę. Zawody to zweryfikowały.
Ostatni kilometr był ciężki. Biegłem z tętnem cały czas powyżej 190 i ciężko dyszałem. Miałem nadzieję że ostatnia prosta doda mi sił, ale tak nie było. Wydaje mi się, że jednak w tej walce z sobą samym wciąż wygrywałem. Nie zwalniałem, tylko dyszałem coraz ciężej.

Ostatnie sto metrów
Po raz pierwszy poczułem to uczucie. Niby oddychasz pełną piersią, a jednak nie dasz rady wciągnąć tyle powietrze ile Ci potrzeba. Po prostu jakbyś się dusił. Tak się czułem na ostatnich 100 metrach.
Myślałem tylko – “aby dobiec”. Z drugiej jednak strony biegłem bardzo szybko. Na tych ostatnich metrach nikt mnie nie wyprzedził. Za to ja spotkałem się się z kolejnym przypływem energii, a powodem była grupka kilku osób, które biegły przede mną. Pomyślałem , że spróbuje być przed nimi i jeszcze przyśpieszyłem.
Udało się. Dobiegłem jednak praktycznie na bezdechu i półprzytomny. Jakiś koleś musiał mnie uświadomić, że powinienem przejść dalej, aby dać miejsce następnym. Ja najchętniej bym tam został ;)

Dostałem medal i poszedłem sobie odetchnąć.

Wrażenia
NIEZAPOMNIANE!!!
Dzięki Kubo, że mnie namówiłeś na ten start. Przyda mi się to doświadczenie.
A teraz czas wznowić treningi do, nie pół, lecz całego maratonu. Jeszcze dużo czasu i treningów upłynie zanim będę gotów na wymarzone 4 godziny, więc do dzieła.

Liczby
Wyniki oficjalne:

5 km 10 km 15 km META
Czas 00:35:23 01:05:50 01:36:48 02:12:44 (02:08:44 netto)
Miejsce 4083 4052 4044 3782

Wyniki z pulsometra:

Start o godzinie: 10:04:00
Czas biegu: 2:11:44
Maksymalne tętno: 196 (nowe 100%)
Średnie tętno: 164
Maksymalna prędkość (min/km): 3:47
Średnia prędkość (min/km): 6:06
Dystans: 21,54km

Tags: , , ,
Posted in Biegi | 2 komentarzy »

Problemy zaskakują

Marzec 17th, 2011


No niestety, nie zawsze jest jak chcemy.
Nie piszę od jakiegoś czasu o bieganiu, bo nie biegam. Zachorowałem ;(
Na szczęście już dochodzę do siebie i mam nadzieję, że półmaraton jednak pobiegnę, choć na pewno nie będzie takiego wyniku, jaki by był gdybym nie chorował.
Co do planowanego jesiennego maratonu warszawskiego, mam na szczęście zapas czasu i myślę, że nadrobię jakoś stracone treningi.

Trzymajcie kciuki.
A oto mój numer startowy:



Tags: , , ,
Posted in Biegi | 2 komentarzy »

6. półmaraton warszawski – dla mnie pierwszy

Marzec 1st, 2011


Stało się. Zarejestrowałem się dzisiaj na pierwsze zawody. Mam nadzieję, że zdrowie pozwoli i wszystko się uda jak trzeba. Trzymajcie kciuki.
Ten tydzień niestety nie był dla mnie najlepszy. Najpierw miałem temperaturę poniżej -20st i nie wiem jak inni, ale ja nie jestem w stanie w czymś takim biegać. W ten sposób ominęły mnie dwa treningi. Pierwszy raz w tym tygodniu biegałem w sobotę i to baaardzo daleko od domu. Losy się tak potoczyły, że w niedzielę był powrót i nie udało się pobiegać. Zamiast w niedzielę WB zrobiłem dzisiaj, a ten tydzień jestem zmuszony nieco zmodyfikować.
Zdecydowałem się dać sobie dzień regeneracji po WB i pobiec dopiero we środę. Następny trening w czwartek, piątek wolny i później sobota i niedziela zgodnie z planem.
W taki sposób powinno się dać w miarę wyprostować o ile nie wróci -20.

A oto statystyki:

sobota (OWB1+GS+GR) poniedziałek (WB1+GS+GR)
Start o godzinie: 12:31:59 18:48:04
Czas biegu: 1:21:25 1:55:40
Maksymalne tętno: 161 (86%) 148 (79%)
Średnie tętno: 141 (75%) 139 (74%)
Maksymalna prędkość (min/km): 4:32 4:39
Średnia prędkość (min/km): 6:46 6:30
Dystans: 12,02km 17,76km
Trasa: tutaj tutaj

Tags: , , ,
Posted in Autorzy, Biegi | Brak komentarzy »

Oziębła osiemnastka

Luty 21st, 2011


Było to wczoraj. Miała cerę białą jak śnieg i oddech wiejący chłodem. Do tego aby się rozgrzać musiałem jej poświęcić więcej niż pół godziny, a nie było to łatwe pół godziny.
Nie, nie chodzi o żadną panią, którą można spotkać w zamieszkałej przeze mnie wsi. Chodzi oczywiście o 18 kilometrową wycieczkę biegową.
Ale co ja tam narzekam, biegałem przy temperaturze -4. Jakbym miał biegać dzisiaj, byłoby o wiele gorzej, bo rano (o 6:00) było -21.

Zaraz przedstawię Wam statystyki z tego i z sobotniego treningu. Jednak zanim to zrobię poinformuję, że zmieniam formułę dzienniczka początkującego biegacza. Zamierzam robić wpisy w ważnych momentach (np. jak się pojawia nowy element treningowy) i wpisy podsumowujące tydzień.
Mam nadzieję, że taka forma będzie ciekawsza i skłoni to częstszego komentowania, bo na razie stosunek odwiedzin do komentarzy słaby niestety, a przecież potrzebuję tego aby wytrwać w tym mrozie ;)

Oto statystyki

sobota (OWB1+GS+GR) niedziela (WB1+GS+GR)
Start o godzinie: 16:23:52 14:20:16
Czas biegu: 1:16:32 2:00:07
Maksymalne tętno: 147 (79%) 151 (81%)
Średnie tętno: 137 (73%) 139 (74%)
Maksymalna prędkość (min/km): 4:41 4:39
Średnia prędkość (min/km): 6:22 6:36
Dystans: 12,02km 18,18km
Trasa: tutaj tutaj

Tags: , , ,
Posted in Biegi | Brak komentarzy »

Jednodniowa obsówka

Luty 18th, 2011

Cóż, tak bywa. Wczoraj zaniemogłem. Byłem tak zmęczony, że wybitnie nie chciało mi się biegać i jeszcze do tego ten wiatr.
Ale nadrabiam. Wczorajszy trening był dzisiaj i czułem się już świetnie. Nogi niosły, a i pogoda całkiem całkiem. Padał śnieg, -2 st. i prawie brak wiatru zachęcało do wyjścia.

Ale co tam będę się rozpisywał, zobaczcie sami:

Start o godzinie: 17:58:35
Czas biegu: 1:09:00
Maksymalne tętno: 155 (83%)
Średnie tętno: 136 (73%)
Maksymalna prędkość (min/km): 5:07
Średnia prędkość (min/km): 6:24
Dystans: 10,77km

Trasa tutaj.

Tags: , , ,
Posted in Biegi | Brak komentarzy »

Mam nadzieję, że w czwartek będzie cieplej ;)

Luty 16th, 2011

Było ciężko wyjść, ale się udało. Przy -13 st. zrobiło się milej dopiero po 3km truchtu, potem baterie zaczęły mnie straszyć, że nie wytrzymają. Jeśli chodzi o urządzenia pomiarowe, to jeszcze bym przeżył, gorzej z latarką.
Na szczęście wszystko wytrzymało i mogę opublikować wyniki z treningu:

Start o godzinie: 17:40:02
Czas biegu: 1:15:26
Maksymalne tętno: 163 (87%)
Średnie tętno: 139 (74%)
Maksymalna prędkość (min/km): 5:02
Średnia prędkość (min/km): 6:23
Dystans: 11,85km

Trasa jak zwykle tutaj.

Tags: , , ,
Posted in Biegi | 3 komentarzy »

Poprzednia strona